Od kilku dni mamy sąsiadów. Na razie nasza czujność alarmuje, gdy słyszymy szum wody w rurach albo tupanie na schodach. Ostatecznie przez ostatnie cztery lata słyszeliśmy tylko ciszę. Przyzwyczaimy się. To tupanie przypomina mi każdorazowo podobne, słyszane sześć lat temu. Pierwsze odczucie jest radosne, a za moment przychodzi jednak rozczarowanie, smutek: to nie Dominik tupie.
I do jeszcze jednej sprawy muszę się przyzwyczaić. Koniec z każdorazową kontrola tego, co przed domem. Już nie muszę pilnować, wglądać co chwilę przez okno, zarywać nocy. Może nawet uda się przestać być sową?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz