Jak niesamowicie wygląda mój osobisty kalendarz. Pustka, brak zapisów, nie ma potrzeby o czymkolwiek pamiętać. Siedzę w domu z konieczności. Nie bardzo jest po co z niego wychodzić. Ile można spacerować po tych trzech uliczkach. I tak robię to co tydzień idąc po gazety. Aby mnie nie dręczyła chęć wyjścia dokądkolwiek, bo nie ma dokąd, całkiem zmieniłem swój rytm dobowy. Jestem czynny w nocy a w dzień śpię. Gdy nie śpię, trochę czytam, trochę oglądam niekoniecznie najlepsze i najmądrzejsze filmy a ponieważ zawsze chętnie się uczyłem, poznaję możliwości, jakie daje menu w rozmaitych aparatach. Normalnie nigdy bym z nich nie korzystał, teraz poznaję. Cofnąłem się nawet do prościutkiego aparaciku, który kupiłem około 15 lat temu i od lat już nie używałem. I zrobiłem nim trzy fotki Misiowej, bo komu innemu mógłbym robić. Ech, kiedy to się wreszcie skończy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz