Milczenie nie oznacza, że mnie już nie ma. Jestem, jestem. Jedynie tryb życia zmienił mi się bardzo, stał się emerycki, zgodnie z powszechnymi wyobrażeniami. Co gorsza, spodobało mi się to. A z drugiej strony poważnie zaniepokoiło. Szczęśliwie od połowy kwietnia trochę to zmieniłem, uaktywniłem się, głównie wyjazdowo. Do dzisiaj udało mi się dwa razy być w Kątach Wrocławskich i raz w Żarowie. Uczestniczyłem w trzech wycieczkach: do Milicza i Goszcza, do Bolesławca i Kliczkowa oraz do Gostynia, Pawłowic i Rydzyny. Ponadto odbyłem kolejową podróż okrężną na trasie Wrocław - Wałbrzych - Kłodzko - Wrocław.
W ten sposób udało się załatwić umieszczenie w odpowiednim miejscu narzędzi - pamiątek. Mnie one do niczego się ie przydadzą, a ktoś może oglądając je nauczyć się czegoś o nie tak dawnym rzemiośle. A odwiedzenie Milicza miałem zaplanowane na ubiegły rok. Niestety, wtedy ze względów covidowych się nie udało, wyszło teraz.
Jutro ruszają spacery z przewodnikami miejskimi. Może wybiorę się na niektóre choć na przeszkodzie staną upały, które właśnie się zaczęły. Prawdziwie odpowiada to określeniu Dominika sprzed dziewięciu lat: "To nie jest wiosna, to jest lato i pół". No i oczywiście, tradycyjnie, nakładanie się terminów. Najważniejsze jednak, by nie siedzieć cały czas w domu.
A na zdjęciu żarowski dom, w którym wiele lat temu mieszkał jeden z moich szkolnych kolegów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz