Kolejny raz pooglądałem sobie "Skrzypka na dachu", film. Zapewne wiele jeszcze razy to powtórzę, bo film znakomity, muzyka świetna. Powzruszałem się prawie tak, jak pewna dobrze mi znana pani przy oglądaniu niektórych seriali. I w miarę dokładnie poczytałem sobie końcowe napisy. I wtedy usłyszałem tzw. chichot historii. Otóż wszyscy, którzy ten film widzieli, a kto nie widział przez 40 lat jego istnienia, zapewne zdają sobie o czym on jest. O przemijaniu pewnego świata, zresztą dla nieświadomych kilkakrotnie w dialogach pada odpowiednia informacja. No to teraz dołożyć można, że film co prawda jest amerykański ale przy jugosłowiańskiej współpracy. Zapewne plenery są jugosłowiańskie. Jakaś pomoc techniczna też. Jugosławii już nie ma, stała się elementem świata, który przeminął.
A dzisiaj chichotu ciąg dalszy, uchwała Rady Bezpieczeństwa w sprawie Libii. Oczywiście wiem na ten temat tylko tyle, co mogłem usłyszeć w telewizji ale jakoś przypomniało mi się znowu to jugosłowiańskie przechodzenie do przeszłości. Ot, durnowate skojarzenia. Niedobrze, gdy się dużo pamięta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz