
Rzuciłem się do skanowania domowego archiwum fotografii i natrafiłem na to zdjęcie ślubne. Skąd się wzięło?
Lato 1973, nasze ostatnie studenckie wakacje. Doszliśmy do wniosku, że zanim dopadnie nas kierat dorosłego życia, trzeba je właściwie wykorzystać, pojechać na zagraniczną wycieczkę (to wtedy było coś!). Złożyliśmy "zapotrzebowanie" w Almaturze (było wtedy, a może i jest nadal takie studenckie biuro podróży). Kasia chciała do Francji, ja - do Austrii. Wpisaliśmy bodaj Austrię a Francję w rezerwie. Okazało się, że dostaliśmy miejsca według naszych chęci: Kasia do Francji, ja do Austrii. Chcieliśmy jednak, młode bądź co bądź małżeństwo, jechać razem. Udało się znaleźć kogoś w podobnej sytuacji i wymieniliśmy tę Austrię na Francję. Wyjazd był bardzo miły i interesujący, a po powrocie czekała nas niespodzianka: z rozliczenia wynikało, że koszty wycieczki były niższe od naszych wpłat i nadpłaty zostaną nam zwrócone. Postanowiliśmy pojechać na kolejną wycieczkę. Te zwroty wystarczyły na sylwestrowy wyjazd do Związku Radzieckiego. I tak tuż przed sylwestrem znaleźliśmy się w Leningradzie. Mieliśmy trochę czasu na zwiedzanie, później wyjazd na samą sylwestrową imprezę do Nowogrodu Wielkiego, już w styczniu zwiedzanie tego miasta i okolic, powrót do Leningradu i jeszcze wypad do Puszkina (Carskiego Sioła).
Zabawę sylwestrową mieliśmy zorganizowaną w jednej z nowogrodzkich restauracji. Lokal był zarezerwowany dla nas oraz grupy miejscowej młodzieży, z którą bawiliśmy się. Na początku było nieco sztywno, później jakoś się rozkręciło. W pewnym momencie do naszego stolika podeszła z naszą przewodniczką niewysoka blondynka na oko nieco od nas młodsza. Szukała kogoś z Wrocławia lub okolic, my byliśmy jedyni. Okazało się, że ma na Dolnym Ślasku (w Dzierżoniowie) znajomego, który studiuje we Wrocławiu i z którym straciła kontakt. Prosiła o pomoc w nawiązaniu ponownej z nim korespondencji. Zgodziliśmy się. Przez następne dwa dni Iraida, bo tak było jej na imię, towarzyszyła nam w podziwianiu Nowogrodu. Później przez kilka lat wymienialiśmy się listami. W jednym z nich przysłała swoje ślubne zdjęcie (właśnie to powyżej). Mieszkała już wtedy w Leningradzie. O ile dobrze pamiętam, w 1981 roku przestała odpowiadać na nasze listy. Właściwie wcale się nie dziwię. Wiadomo, jaka była wtedy sytuacja w Polsce, mniej więcej wiadomo, co o tym sądzono i mówiono w ZSRR. A w dodatku mąż Iraidy zdaje się pracował w lotnictwie, po prostu chyba uznali, że dalsze korespondowanie może być ryzykowne. A być może, mąż niechętnie patrzył na to, że pisaliśmy do siebie po polsku (Ira uczyła się naszego języka), a on nie mógł tego rozumieć. Szkoda, że się urwało. Ciekawe, co się z tą naszą znajomą dzieje. Przez lata mieliśmy jej leningradzki adres z tamtego okresu, później gdzieś się zagubił. Ostatecznie to tyle już lat. O ile pamiętam nazwisko, jakie nasza Iraida nosiła po mężu było Jelesina (teraz zapisano by to Yelesina albo Yelyesina), mogę jednak się mylić. I tak z miłej znajomości zostało tylko jedno zdjęcie, powód do wspomnień.
Serdeczne życzenia wszelkiej pomyślności dla wszystkich zagubionych znajomych.
Lato 1973, nasze ostatnie studenckie wakacje. Doszliśmy do wniosku, że zanim dopadnie nas kierat dorosłego życia, trzeba je właściwie wykorzystać, pojechać na zagraniczną wycieczkę (to wtedy było coś!). Złożyliśmy "zapotrzebowanie" w Almaturze (było wtedy, a może i jest nadal takie studenckie biuro podróży). Kasia chciała do Francji, ja - do Austrii. Wpisaliśmy bodaj Austrię a Francję w rezerwie. Okazało się, że dostaliśmy miejsca według naszych chęci: Kasia do Francji, ja do Austrii. Chcieliśmy jednak, młode bądź co bądź małżeństwo, jechać razem. Udało się znaleźć kogoś w podobnej sytuacji i wymieniliśmy tę Austrię na Francję. Wyjazd był bardzo miły i interesujący, a po powrocie czekała nas niespodzianka: z rozliczenia wynikało, że koszty wycieczki były niższe od naszych wpłat i nadpłaty zostaną nam zwrócone. Postanowiliśmy pojechać na kolejną wycieczkę. Te zwroty wystarczyły na sylwestrowy wyjazd do Związku Radzieckiego. I tak tuż przed sylwestrem znaleźliśmy się w Leningradzie. Mieliśmy trochę czasu na zwiedzanie, później wyjazd na samą sylwestrową imprezę do Nowogrodu Wielkiego, już w styczniu zwiedzanie tego miasta i okolic, powrót do Leningradu i jeszcze wypad do Puszkina (Carskiego Sioła).
Zabawę sylwestrową mieliśmy zorganizowaną w jednej z nowogrodzkich restauracji. Lokal był zarezerwowany dla nas oraz grupy miejscowej młodzieży, z którą bawiliśmy się. Na początku było nieco sztywno, później jakoś się rozkręciło. W pewnym momencie do naszego stolika podeszła z naszą przewodniczką niewysoka blondynka na oko nieco od nas młodsza. Szukała kogoś z Wrocławia lub okolic, my byliśmy jedyni. Okazało się, że ma na Dolnym Ślasku (w Dzierżoniowie) znajomego, który studiuje we Wrocławiu i z którym straciła kontakt. Prosiła o pomoc w nawiązaniu ponownej z nim korespondencji. Zgodziliśmy się. Przez następne dwa dni Iraida, bo tak było jej na imię, towarzyszyła nam w podziwianiu Nowogrodu. Później przez kilka lat wymienialiśmy się listami. W jednym z nich przysłała swoje ślubne zdjęcie (właśnie to powyżej). Mieszkała już wtedy w Leningradzie. O ile dobrze pamiętam, w 1981 roku przestała odpowiadać na nasze listy. Właściwie wcale się nie dziwię. Wiadomo, jaka była wtedy sytuacja w Polsce, mniej więcej wiadomo, co o tym sądzono i mówiono w ZSRR. A w dodatku mąż Iraidy zdaje się pracował w lotnictwie, po prostu chyba uznali, że dalsze korespondowanie może być ryzykowne. A być może, mąż niechętnie patrzył na to, że pisaliśmy do siebie po polsku (Ira uczyła się naszego języka), a on nie mógł tego rozumieć. Szkoda, że się urwało. Ciekawe, co się z tą naszą znajomą dzieje. Przez lata mieliśmy jej leningradzki adres z tamtego okresu, później gdzieś się zagubił. Ostatecznie to tyle już lat. O ile pamiętam nazwisko, jakie nasza Iraida nosiła po mężu było Jelesina (teraz zapisano by to Yelesina albo Yelyesina), mogę jednak się mylić. I tak z miłej znajomości zostało tylko jedno zdjęcie, powód do wspomnień.
Serdeczne życzenia wszelkiej pomyślności dla wszystkich zagubionych znajomych.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz