Ostatecznie usunąłem blog, który założyłem przed rokiem w przypływie desperacji. Teraz już został tylko ten oraz stary, z prowadzenia którego zapewne zrezygnuję wkrótce.
Jednak nie trzymam samochodu w garażu. Nie chciałem być unieruchomiony. Parkuję go raz tu, raz tam: na przemian gdzieś w okolicy szkoły albo koło spalonego "Kubusia".
Przedwczoraj była tzw. klasyfikacja klas maturalnych. Odbyło się to szybko, nadspodziewanie szybko, dziwnie szybko. Przy tej okazji jednak pozostało mi sporo niesmaku, by nie powiedzieć, że oburzenia. Kilkoro może kilkanaścioro słabszych uczniów zostało poddanych presji, by złożyli oświadczenia, że nie przystąpią do matury. W zamian dano im oceny dopuszczające, czyli pozwolono ukończyć szkołę. Zupełnie nie mieści mi się w głowie takie postępowanie. Po pierwsze jest nieprawne, a po drugie na kilometr śmierdzi co najmniej handlem wymiennym jeśli nie szantażem. Coraz bardziej widzę, że nie przystaję do współczesnych praktyk. Czas się zwijać w stan spoczynku.
W piątek też Asia zasygnalizowała mi, że jest zagrożona z matematyki i historii. Poprosiłem, by jak najszybciej skontaktowała się z p. A. Ostatecznie są rodziną i mają wobec siebie pewne obowiązki. W nadchodzącym tygodniu trzeba będzie zapytać, czy to wykonała. A może chciała, bym ja ją douczał? Bo pewnie nie, bym wypraszał dla niej oceny pozytywne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz