Pierwszy dzień w nowej roli. Prawie wszyscy znajomi do roboty, a ja na drugi bok. Wcale nie było to takie złe, jak opisywał Andrzej. Może dlatego, że jestem przyzwyczajony do samotnego przebywania w domu i dość późnego wstawania w okresie wakacji.
Wstałem, załatwiłem korespondencję, a później stwierdziłem, że jednak przejdę się do Pulsantisu. Ostatecznie powinnością przyzwoitego emeryta jest napastować lekarzy. Zamiar powiódł się tylko połowicznie: zobaczyłem, że napastowanie muszę odłożyć na przyszły tydzień. Za to spotkałem Małgosię Sz. i trochę sobie pogadaliśmy. Później jeszcze uciąłem sobie małą rozmówkę z Jolą Sz. i wreszcie z Małgosią powędrowałem do Careefoura, gdzie ostatecznie się pożegnaliśmy. Po malutkich (bardzo malutkich - tylko łatki do roweru) zakupach powędrowałem do domu. Był bardzo dobry dzień na takie spacerki. Później drzemka do powrotu Kasi i popołudnie całkiem zwyczajnie.
A jutro planuję rundkę na rowerku. Trzeba dbać o sprawność fizyczną. Zwłaszcza w moim, podeszłym jakby nie było, wieku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz