Połowa ferii za nami. Z mojego, egoistycznego punktu widzenia to dobrze. Jeszcze trochę a wrócimy do normy, z przyprowadzaniem Dominika ze szkoły, spędzaniem z nim popołudni, rozmówkami, jego rysowaniem,... Na razie widuję go mało. Tydzień był w Zawierciu, wrócił na półtora dnia i znowu wyjechał. Tym razem do Berlina. Za to jutro wraca Kasia z ładunkiem serów i słodyczy (do jedzenia!).
Ponieważ pogoda była średnia, głównie borsukowałem. Zajęcie wymyślał mi pradziadek. A to do lekarza, a to do banku, a to do supermarketu. Nie było wolnego.
No i jeszcze zrobiłem porządek w zdjęciach autorstwa Dominika. Poznaje możliwości, jakie daje mu aparat. Niech się uczy, może to zajęcie mu się spodoba.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz