czwartek, lipca 05, 2012

I po kopanej.

Skończyło się oglądanie rozgrywek piłkarskich. A tak dobrze działało to na moją psychikę. Ale nic to, wkrótce olimpiada. nowa porcja spokoju. O, z "olimpijskiego pokoju" zrobił mi się "olimpijski spokój" we własnym moim sensie.
A spokój teraz i tak mam, wynika on jednak z czegoś innego. Jak zwykle w wakacje zostałem prawie sam. Kaśka u Oli wciąga się do opieki nad Konstancją. Magda z Dominikiem na wakacyjnym wyjeździe w USA. Tylko ja i Pradziadek po drugiej stronie, jak mawiają Dominik i Zuzia. No i sąsiadka po drugiej stronie ulicy. Jest z kim na spacery chodzić, choć pogoda taka, że i tak większość muszę odbywać bez niej. Ale dzisiaj pojechaliśmy na wystawę grafik Dalego na Leśnicę. Podróż sama w sobie atrakcyjna: tramwajem "20" od końca do końca. A trasę ma on długą. A na miejscu, w zamku (w "Zamku") za jedyne 5 zł, bo my emeryci jesteśmy, można chłonąć sztukę do woli. Sąsiadka jutro wybiera się jeszcze do Sky Tower(a) zobaczyć pozostałe elementy kolekcji. Ja jednak z nią nie pojadę, jakoś nie potrafię rozsmakować się w atmosferze galerii handlowych. Nie żebym nie korzystał. Owszem, korzystam, wpadam na zakupy albo po to, by pooglądać trochę nowszego sprzętu a później dość szybko uciekam. Wolę żyć w miejscach nieco bardziej kameralnych.
Swoją drogą zastanawiam się, jak trudno będzie uwierzyć moim wnukom w to, jak za życia ich dziadka zmieniał się świat. Gdzie mogłem całkiem niedawno marzyć o tym, że wystarczy wsiąść w tramwaj, przejechać się nim na Leśnicę i oglądać Dalego. Jakąż atrakcją było jeszcze nie tak dawno przekroczenie choćby jedną nogą granicy państwowej, np, z Czechosłowacją na Śnieżce czy Orlicy? Zmienił się świat, nie zawsze na dobre ale w wielu swych cechach jednak tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz