poniedziałek, lipca 12, 2004

Ma Ola pecha. Kolejne rozmowy i bez rezultatu.
A ja w najlepsze sobie urlopuję. Siedzę w domu. Z jednej strony remont, z drugiej też. Całe moje towarzystwo to Leon i Marcin (korespondencyjnie). Mam nadzieję, że Marcin nie obraziłby się za takie zestawienie, bo Leon to przecież pies. Ale pies to najlepszy przyjaciel człowieka, choć niektórzy twierdzą, że najlepszym przyjacielem człowieka jest kobieta.
W każdym razie jestem w domu i już zdążyłem sobie przestawić cykl dobowy. Mimo, iż jest środek nocy, siedzę i piszę. A przy tym słucham Billie Holiday. Przed chwilą oglądałem zdjęcia dzisiejszej wrocławskiej tęczy, jakie przysłała mi Ela (fajnie: obrazki wędrowały z Wrocławia do Wrocławia przez Słupcę).
Trochę odrabiam zaległości czytelnicze, trochę testuję nowe, wielkie skrzynki pocztowe. I czekam na zdjęcia, jakie obiecał mi w poprzednią niedzielę Daniel. Mają być na stronę 5tp.
Właśnie wczorajszym wieczorem zastanawiałem się, jaki jest sens prowadzić dwa blogi (a trzy?). Czy nie jest to objaw jakiegoś rozszczepienia osobowości?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz