Ola zaproponowała mi wczoraj, bym przyjechał do Brukseli w odwiedziny. No i miałem problem. Z jednej strony chciałoby się jechać, zobaczyć jak mieszkają z Piotrusiem i Connie. A z drugiej jednak tu mam pewne obowiązki. Do czasu, kiedy miałbym jechać powinny być skończone remonty, mam taką nadzieję, i będę musiał przeglądnąć odkurzyć i przynieść wszystko to, co wcześniej z mieszkania wyniosłem. A jest tego sporo. Poza tym na sierpień, chyba jednak jego koniec, zapowiedział się Andrzej. Przecież nie mogę wyjechać, gdy on do mnie się wybiera. Jest jeszcze jedna, ważna sprawa: co z Dominikiem. Zostałby sam z Magdą a ona miewa rozmaite sprawy o różnych porach. Co wtedy miałaby z nim zrobić? A tak będzie mógł zostawać ze mną. A gdyby nie mógł iść do przedszkola, to byłby spory kłopot, taki brak obojga dziadków. Lepiej jednak zostanę i taką decyzję zakomunikowałem Oli. Mam nadzieję, że nie poczuła się urażona. A, dodam jeszcze jeden powód: jeśli remont się skończy, nareszcie, po roku, będę mieszkał jak człowiek. Też ważne, swoje lata mam i pora cenić wygody.
I jeszcze jest tradycja: przez kilkanaście lat w wakacje Kasia wyjeżdżała z dziewczynami a ja zostawałem w domu, bo ktoś musiał. Co prawda zasadniczym powodem był pies, którego już nie ma, ale tradycja się wytworzyła.
I jeszcze jest tradycja: przez kilkanaście lat w wakacje Kasia wyjeżdżała z dziewczynami a ja zostawałem w domu, bo ktoś musiał. Co prawda zasadniczym powodem był pies, którego już nie ma, ale tradycja się wytworzyła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz