Miałem zamiar nastukać coś w czwartek ale pojawiły się przeszkody natury technicznej i nic z tego nie wyszło. A co wyjść miało, zapomniałem. Pewnie więc nie wyjdzie.
W międzyczasie zmieniły się stosunki ludnościowe. Magda z Dominikiem od środy byli już na swoim, jak mówi Dominik, po drugiej stronie. Przez trzy dni mieszkałem sam. Po pół roku kołchozu dziwna odmiana. Któregoś dnia wracając z przedszkola Dominik zażyczył sobie drogi okrężnej i bardzo się zdziwił, że mieszka teraz w największym domu w okolicy. Co prawda w najbliższej okolicy ale jednak największym. Musiało mu się to spodobać, bo komuś tam mówił, że dom ładnie widać z równoległej ulicy.
Nieco zabawnie jest, że od niedawna Dominik życzy sobie, by czytać mu po śląsku. Oczywiście nie za wiele rozumie i trzeba mu tłumaczyć ale bardzo jest zainteresowany.
Kasia wróciła z Brukseli zachwycona Koninką. Najwyraźniej czuje się teraz w pełni kompletną babcią.
Wczoraj Przemek zabrał Dominika do drugich dziadków. Mają wrócić w niedzielę. Magda wyjechała tam, gdzie nie lubię, jak wyjeżdża i też ma wrócić w niedzielę. Kasia przygotuje święta, już zaczęła. A ja świąt nie lubię, ani przygotowań ani tym bardziej finału. Taki już wredny jestem.
W środę mają przyjechać Ola i Pierre z Koninką. To dopiero będzie.
Z innej beczki: szykuje się sezon jeżdżenia do Trzebnicy, bo Gaudia awansowała do pierwszej ligi. Ciekawe, jak zmieni się jej skład i czy będzie to miało wpływ na skład Gwardii. Szkoda tylko, że w tej Trzebnicy tak zimno. Brrr. A ze Świdnicą nie jest dobrze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz