piątek, października 28, 2005

Byłem i wróciłem.

Znowu byłem na Dzikich Polach, co oczywiście ma oznaczać, że pojechałem do Jarosławia. Od czwartku do czwartku, z Pradziadkiem. W piątek na życzenie Klaudyny przejechałem się do Przemyśla. Trochę pochodziliśmy sobie najpierw w trójkę (z Pawłem), później już tylko we dwoje. W środę byliśmy na dłuższym spacerze we troje w Jarosławiu. Przy okazji dowiedziałem się, że w międzyczasie wpadła na jeden dzień Karolina. Załatwia dla Klaudyny zaświadczenie. Paweł dał mi jej numer telefonu i w czwartek, już z Wrocławia, sobie z nią poesemesowałem.
Doszedłem do wniosku, że trzeba wykorzystać swoje obecne możliwości i w przyszłym roku pojechać do Jarosławia w czerwcu, kiedy dni są najdłuższe, a upały jeszcze niezbyt dokuczają. Będzie wtedy można wybrać się na dłuższe oglądanie Przemyśla czy Przeworska albo Łańcuta. Albo nawet Dynowa. Kiedy zmierzch zapada szybko, jak w listopadzie czy też końcu października, pozostaje właściwie jedynie odsiadka przed telewizorem albo lektura. Akurat tym razem było ciekawie. W telewizji PO-PiS-owy serial o nowym znaczeniu słowa "przyjaciel". A do czytania miałem "Dziennik więzienny" Archera, trzy tomy, kto wie czy nie trochę a propos.
Dzisiaj zadzwoniła Ola i prosiła, by powiedzieć Kasi, że nie chce jej się pisać maili i kiedy nie ma od niej wiadomości, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Trochę to rozumowanie jest na bakier z logiką ale skądś je znam.
Ponieważ Klaudyna wypomina mi opis "Na Dzikich Polach", dla jej usatysfakcjonowania na kilka dni zapisałem "Na Dzikim Zachodzie. Wróciłem."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz