sobota, października 01, 2005

Wrzut na luz.

Wyglada mi na to, że w najbliższym czasie, a może i nawet nie tylko w najbliższym, nie będę miał żadnych obowiazków poza rodzinnymi i osobistymi (znaczy, wobec samego siebie). Może to i dobrze. Jakoś tak mi miło robić to i tylko to, na co sam mam ochotę. A mam między innymi na zaliczenie wieży i mostu. Trzeba poigrać ze swoim lękiem wysokości. No i dalej pofotografować. Tym bardziej, że nieco rozrasta się mój arsenał tajnej broni. Jak się rozkręcę, mam nadzieję, że dojdę do dawnej, sprzed lat (a nawet dziesięcioleci) formy.
Przedwczoraj skończyła się emisja "Przystanku Alaska". Przed laty, gdy pierwszy raz go pokazywano, nie oglądałem. Teraz zacząłem oglądać i nagrywać dla Oli i spodobało mi się. Coś w tym jest. Mam 28 kaset, będzie do czego wracać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz