Wczoraj i przedwczoraj byłem w Świdnicy. Trochę się tego wyjazdu obawiałem. Nie wiedziałem, co zobaczę i jak sam zostanę zobaczony. Okazało się, że całkiem niepotrzebnie. Było niezwykle miło. Tak, jakby człowiek odmłodniał o te kilkadziesiąt lat. I to mimo tego, że nie byłem na nocnym balu, a jedynie na części przed- i popołudniowej w sobotę oraz imprezie plenerowej w niedzielę. W sobotę wracałem do Wrocławia, byśmy wszyscy, Kasia, Dziadek i ja, mogli pożegnać się z Magdą, która w niedzielę po południu szła do szpitala rodzić.
Na zjeździe porobiłem trochę zdjęć. Zamieszczę, gdzie trzeba, chyba jeszcze w tym tygodniu.
Ciekawostka: jestem czymś w rodzaju maskotki klasy, która skończyła szkołę jakoś tak pod koniec lat siedemdziesiątych. Na każdym zjeździe fotografują się ze mną.
Z zadowolenia z wydarzeń ostatnich dni wysłałem mail do szkoły dziękując za miłe wrażenia oraz jednocześnie chwaląc się pojawieniem się Dominika.
Na zjeździe porobiłem trochę zdjęć. Zamieszczę, gdzie trzeba, chyba jeszcze w tym tygodniu.
Ciekawostka: jestem czymś w rodzaju maskotki klasy, która skończyła szkołę jakoś tak pod koniec lat siedemdziesiątych. Na każdym zjeździe fotografują się ze mną.
Z zadowolenia z wydarzeń ostatnich dni wysłałem mail do szkoły dziękując za miłe wrażenia oraz jednocześnie chwaląc się pojawieniem się Dominika.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz