środa, maja 18, 2005

Genesis

No to niemiecki z głowy. Jutro Klaudyna walczy z wosem i po maturze. Dzielna dziewczyna, trochę zdrowia ją to kosztowało. W ogóle wspaniałe są te moje obydwie bratanice. Jestem pełen uznania. Wczoraj przyjechała ich mama, przywitała się z córką podobno niezbyt miło. No cóż, dzieci na szczęście nie zawsze wdają się w rodziców (jak A. Ż. w swego tatę też się nie wdała, co mu blisko 20 lat temu wypomniałem).
Wczoraj poszedłem na "Genesis", trzecie po "Mikrokosmosie" i "Makrokosmosie" dzieło tych samych autorów. Na mój gust najmniej nowatorskie. Po prostu niezły film z bardzo ładnymi zdjęciami. Pojawiła się w nim postać starego Murzyna - narratora. Podłożono polski tekst, mówiony przez Pieczkę. Trochę dziwnie brzmiało zestawienie charakterystycznego głosu Pieczki i postaci Murzyna ale nie było to w jakiś sposób niemiłe. Może dlatego, że lubię Pieczkę? Tym razem nie było efektów komputerowych, którymi okropnie przedobrzono w "Makrokosmosie". Po prostu klasyczne efekty kinowe: mikrofotografia i zdjęcia poklatkowe. I wyszło bardzo ładnie, choć wcale nie nowatorsko. W sumie warto było pójść.
Ostatnio zacząłem dość często chodzić do kina. Najczęściej na seanse przedpołudniowe albo wczesnopopołudniowe. Po prostu na seanse dla emerytów i wagarowiczów. To widać po składzie widowni.
Odezwała się ponownie p. A. w sprawie wycieczki z jej klasą. Chętnie pojechałbym ale po zastanowieniu jednak odmówiłem. Po pierwsze, co jej napisałem w odpowiedzi, jestem ostatnio nieetatowym kierowcą Magdy i dwa kolejne dni nieobecności w świątecznym tygodniu mogłyby być problemem. Po drugie, o czym już nie pisałem, obawiałem się, że obecność moja, obcego człowieka, mogłaby wywoływać jakieś niemiłe dla p. A. komentarze.
No, na dzisiaj wystarczy, bo w planie spacer z psem Magdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz