Droga się zaczerniła. Położono pierwszy dywanik asfaltu na mojej ulicy. Toż to już prawie koniec tego wiecznotrwałego remontu widać. Natomiast z przeciwnej strony jeszcze nie bardzo. Hałas, bałagan, brud trwają. Pocieszające jest jedynie to, że chyba jednak po mojej stronie domu nie wyleją betonu, bo bardzo konsekwentnie sobie dojście tarasują gruzem. Przynajmniej Leon będzie nadal miał jakiś wybieg.
Dzisiaj rozpoczęcie Igrzysk Olimpijskich w Atenach. Trzeba popatrzeć. Może nie na całość ale choć trochę. Jak nie jadę na GPP, to przynajmniej olimpiadę przez telewizję pooglądam. Zdecydowanie nie to samo ale zawsze jakaś namiastka.
Andrzej podsunął dziadkowi pomysł kupienia mieszkania w Jarosławiu. Wczoraj starałem się mu to odradzić. Mam nadzieję, że skutecznie. Po jakie licho nam to mieszkanie. Daleko, tylko by kusiło złodziei i pochłaniało kasę na utrzymanie. Nawet nie bardzo można by je wynająć. A przeprowadzać się nie widzę potrzeby. Ale by się pewnie ktoś ucieszył, jakby się mnie pozbył.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz