czwartek, listopada 18, 2004

Jestem normalny.

Wczoraj Pan P., trafikarz, zaszczycił mnie stwierdzeniem, że jestem normalny mimo tego, że przez tyle lat byłem nauczycielem. Odpowiedziałem, że chcąc tę normalność zachować jak tylko mogłem najszybciej uciekłem z zawodu na emeryturę.
Padł dzwonek do drzwi, który Kasia kupiła w ubiegłym roku. W związku z tym Leon musiał robić za dzwonek aż do wieczora, kiedy założyłem nowy. Spodziewam się przesyłek, a on z wielkim oddaniem oszczekuje listonoszy.
Dzisiaj muszę wybrać się do miasta podpisać rachunki. Wpadnie pierwsza kaska z uczelni. Wywołało to u mnie taki zapał, że zamiast sześciu zadań na najnowszej liście dodatkowej napisałem dwanaście. A niech będzie. Zauważyłem, że "młodzi" ludzie są chyba dość pilni, bo zostało odnotowane po kilkanaście pobrań poszczególnych list.
Przed kilkoma dniami odezwała się p. I., moja "koleżanka ze studiów" z pytaniem, czy miejsce po mnie jest jeszcze wolne. Wreszcie robi ten nieszczęsny kurs dający tzw. uprawnienia. Niestety, od początku roku szkolnego minęło przeszło 2 miesiące. Obecnie wcale nie czekają miejsca pracy na chętnych do nauczania mojego przedmiotu. Będzie musiała skończyć sobie w spokoju ten kurs i polować na etat od nowego roku szkolnego albo na jakieś awaryjne zastępstwo w ciągu tego roku.
Dzisiaj wspólne imieniny Klaudyny i Karoliny. Życzenia posłałem.
Wstępnie umówiłem się z Dużą Dorotką na studniówkę. Oczywiście każde z nas będzie czyjąś osobą towarzyszącą: ona Mateusza, ja Kasi. Ale miło mi będzie ją spotkać i pogadać bezpośrednio a nie tylko przez GG.
Czy ja prawie zawsze muszę wpisywać się tu o takiej wczesnej porze? Czy nie jest to przypadkiem w sprzeczności z tytułem tej notki?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz