wtorek, listopada 15, 2022

Jeszcze raz do Świdnicy.

 Skorzystałem z tego, że Kasia jest w Oławie a i pogoda dzisiaj była piękna pojechałem raz jeszcze do Świdnicy. Tym razem podróż w obydwie strony odbyłem pociągami przez Sobótkę. Tadziu się załamie. Pochodziłem po zachodniej stronie miasta. Zajęło mi to niespełna dwie godziny a zdjęć zrobiłem niewiele mniej niż w sobotę. Jak widać samotna robota sprawniej mi idzie.

Zacząłem od repliki samolotu Czerwonego Barona. Wysłałem zdjęcie do pięciu osób jako zagadkę dając pytanie o miasto, w którym byłem. Nie doczekałem się odpowiedzi . A łudziłem się, że postać Manfreda von Richthofena jest dość powszechnie znana. Także rozgłos związany z ustawieniem w Świdnicy repliki jego samolotu wydawał mi się dość spory. Widocznie się myliłem.


Drugi, zasadniczy powód mojej wyprawy to chęć zobaczenia remontu Villi Morys Ruh czyli dawnego internatu, w którym mieszkałem. Remontują. Nareszcie. Piękna ona i bardzo oryginalna. A poza tym mam związane z tym miejscem bardzo ciepłe wspomnienia. Może dlatego, że współmieszkańcy przez pewien czas zastępowali mi rodzeństwo, którego nigdy nie miałem. A może dlatego, że w tym budynku mieściły się pracownie fizyczna i chemiczna (a także biologiczna) a więc najciekawsze.


W powrotnej drodze zauważyłem, że toczą się prace na linii kolejowej z Kobierzyc w stronę Jordanowa. Może dożyję jeszcze możliwości jazdy pociągiem do Niemczy, jak to robiło się w latach osiemdziesiątych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz