Którejś soboty, niedawno, czekaliśmy z Marią na tramwaj na przystanku obok Muzeum Narodowego. Podczas rozmowy zauważyłem, że przyjemnie wyglądają krzewy przy Urzędzie Wojewódzkim i to, co za nimi. Wyjąłem z torby aparat a raczej aparacik, zrobiłem zdjęcie i schowałem go. Maria zdziwiła się, nie doświadczyła jeszcze takich moich zachowań. Dlaczego zrobiłem zdjęcie? Przecież tam nic nie ma. Po kilku dniach zapytała o nie. Odpowiedziałem, że je mam a dzień później jej wysłałem tylko nieco przycinając. Odpisała, że jej się podoba. No i miło jest.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz