środa, kwietnia 03, 2013

Wraca codzienność.

Mija czas lenistwa. Dzisiaj Dominik wyrusza do szkoły, a ja po nim i po niego. Bardzo mi to ureguluje dni. Wiadomo, najdalej do 15.00 muszę być w domu, bo  tej porze, nie później muszę wyjść w celu odbioru.
W czwartek wraca Kasia no i będzie codzienne marudzenie. Będą też obiadki, trzeba oddać sprawiedliwość. A w tym roku były święta bez świąt (i obiadków też). Właściwie poza krótką chwilką wcale mi to nie przeszkadzało.
Właśnie rzuciłem okiem na stronę PZOS i oto zdziwienie: tym razem jakby o mnie nie zapomniano, jak to było rok i dwa lata temu. A może ktoś czyta w moich myślach. Kiedy zobaczyłem, że wykombinowano jakiś kolejny numer biurokratyczny, to postanowiłem, że w przypadku, gdy mnie zgubią, nie będę domagał się poprawki i w przyszłym roku dam sobie z tym spokój. A tu niespodzianka, przyjemna. Przy okazji zauważam, że bardzo zmniejszyła się liczba sędziów. I jestem prawie najstarszy.
Wczoraj trochę pogadałem Dominikowi o rodzinie. Nawet słuchał z zaciekawieniem. Niezbyt długo ale z zaciekawieniem. Nie mogę go zanudzać nadmiarem informacji w krótkim czasie. Pomalutku. Chcę, by wiedział kto jest kto. A już rewelacją było dla mnie to, że pamięta, że ma prababcię, którą widział chyba tylko raz i to dość dawno.
Podczas przerwy świątecznej byliśmy we dwóch w Muzeum Przyrodniczym. Dzisiaj pojawiła się myśl o wyjściu do Muzeum Mineralogicznego. Oczka mu się zapaliły. Trzeba będzie iść. Jednak nie sami tym razem. Dobrze byłoby wyciągnąć ze sobą Asię, będziemy mieć komentarz fachowca.
Pogodę mamy jak w przysłowiu. Spadnie śnieg, później robi się ciepło i większość śniegu topnieje. Zanim jednak stopnieje całość, spada następny, nowy. I tak już kilka razy. Wolałbym jednak, by było już stale ciepło. Nosi mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz