Zgodnie z zapowiedzią byliśmy w Muzeum Mineralogicznym. Jednak bez Asi. Jakoś nie wykazała entuzjazmu a ciągnąć ją na siłę nie chciałem. Trochę obawiałem się, że Dominikowi nie będzie się podobać. No i zdziwiłem się pozytywnie. Oczka mu się zaświeciły, biegał niemal od gabloty do gabloty w zachwycie. Jedynie meteoryty szczególnie go nie zainteresowały, też dziwne. Cały czas mówił, że bardzo mu się podoba. A na koniec poszedł do sklepiku i upatrzył sobie najmniejszego słonika. No to go ma, Magda mu kupiła. Jeszcze podobał mu się żółw. Może się nad tym zastanowię.
Dzisiaj dreptanie do dzielnicy żydowskiej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz