Aż trudno uwierzyć ile dóbr rozmaitych w tym dóbr już byłych może się nagromadzić w ciągu trzydziestu lat. Sprzęt, który się kiedyś używało ale raczej już z rozmaitych względów się nie użyje, choć całkiem sprawny jest i nawet ma niezłą klasę. Książek, które się zgromadziło, które kiedyś były przydatne, a w przyszłości chyba już nie, może dla wnuków ale wątpię. Książek, które kiedyś chciało się przeczytać i coraz mniejsze są szanse, że się je przeczyta. Innych, przeczytanych ale do których raczej się już nie wróci, bo czasu za mało a sprawność nie ta albo zainteresowania się zmieniły. Ogromne ilości. Na ogół człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy, chyba, że wtedy, gdy przyniesie coś nowego do domu i przez moment zastanawia się, gdzie to położyć, bo przecież zaraz wyrzucić szkoda. Bo rzecz wartościowa, niekoniecznie w sensie pieniężnym, bo może komuś z zstępnych się nada,...
I prawdziwy kłopot, i prawdziwe uświadomienie sobie przychodzą wtedy, gdy trzeba to przemieścić, spakować przynajmniej na krótki czas. Bo remont albo przeprowadzka albo podobny kataklizm. I wtedy trzeba podjąć konieczne decyzje o rozstaniu się z częścią swoich, tych niepotrzebnych już "skarbów". Czekają kubły, kontener, punkt zbiórki odpadów elektrycznych (które w rzeczywistości odpadami wcale nie są). Wyrzuca się rzeczy które miały i mają wartość chociażby przez to, że się ich pożądało, zapracowało na nie, przywiązało do nich. Coś mija, z czymś trzeba się rozstać, to trochę jakby częściowe umieranie. Zwłaszcza, że zdaję sobie sprawę z ograniczoności czasu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz