Przedwczoraj byłem na koncercie Heaven And Hell w Katowicach. Życie zaczyna się po sześćdziesiątce! Mnóstwo przyjemności. Najpierw na koncercie z tego, co widziałem i słyszałem. Później, gdy wracałem do domu nad ranem i było tak chłodno (wreszcie), lekki wietrzyk i śpiew ptaków. I na końcu, gdy uzupełniałem płyny najpierw jabłkiem z miętą a w końcu kawą.
A wczoraj Magda z Przemkiem byli w Chorzowie na Genesis. Efekty mieli jak na koncertach Ozzy'ego: grzmoty, błyskawice i lanie wodą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz