Byłem w Żarowie. To może być już rzeczywiście ostatni raz, choć byłem namawiany, by przyjechać jeszcze za dwa miesiące. Tylko po co? Jakoś nie czuję, bym miał tam cokolwiek do zrobienia poza, oczywiście, wysłuchaniem interesujących prelekcji.
A dzisiaj odrobiłem pewną zaległość: znalazłem dom, w którym mieszkali Jasiewiczowie. Zrobiłem kilka zdjęć. I to chyba już rzeczywiście koniec.
Tuż przed wyjazdem miałem wypadek Potknąłem się i wyłożyłem. Wielkich szkód nie było ale zawsze to deprymuje. Sam sobie byłem winien. Nie wziąłem latarki, zachciało mi się spacerku i nie zauważyłem przeszkody, o której istnieniu wiedziałem. Poza tym jednak poruszam się znacznie mniej pewnie, niż kiedyś. Może laska rozwiązałaby problem ale utrudniałaby robienie zdjęć.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz