poniedziałek, listopada 15, 2021

Jaś i inni.

 Najwyraźniej nadszedł na mnie czas wspominania. Zauważam, że od czasu do czasu ktoś przypomina sprawy i osoby, które też znałem. Jedną z takich, powszechnie niegdyś znanych we Wrocławiu osób był Jaś Pawie Oczko. Mimo tego, że nie żyje już od 25 lat, czasem pojawiają się wspominki o nim. Jaś nazywał się Jan Kobylarz, mieszkał gdzieś w rejonie Grabiszyńska - Stalowa - Grochowa - Pereca. Najczęściej tam można było go spotkać. Przezwisko zawdzięczał charakterystycznemu wyglądowi, dzięki któremu nawet jego zdjęcie trafiło do gazety. Czasami straszył kobiety w tramwaju. Jeździł też do piwiarni, gdzie wyłudzał piwo wkładając palce do kufli nieostrożnych konsumentów. Miałem okazję kiedyś z nim porozmawiać, był całkiem rozsądnym człowiekiem. W latach dziewięćdziesiątych przesiadywał pod Arkadami, gdzie dmuchał w harmonijkę ustną udając, że gra i wrzeszczał udając, że śpiewa. Podobno bywał też w przejściu podziemnym na Świdnickiej. Ja go nigdy tam nie widziałem.

Tak wyglądało to przejście przed przebudową. Było miejscem, gdzie pojawiały się rozmaite osoby: grajkowie, żebracy, czasem handlarze. Takie były lata dziewięćdziesiąte.

Chyba najbardziej znanym rezydentem przejścia był Tańczący z Wilkami, mężczyzna z niegojącą się raną na brzuchu. Siedział w połowie schodów od strony Rynku a obok niego spały najczęściej dwa stare psy.

Z psem występował też żebrząca kobieta, która stała przy DH Merkury. Kiedyś widziałem, jak przekazywała utarg młodej kobiecie, która do niej podeszła. Prawdopodobnie taki był sposób utrzymania całej rodziny.

Inna podobna kobieta żebrała w oknie hotelu Polonia na Piłsudskiego. Pojawiło się też sporo żebrzących Cyganek z Rumunii. Z latami było ich coraz mniej ale jeszcze je się spotyka, najczęściej przy wejściu do kościoła pw. św. Wojciecha.

 

Polskich żebraków spotyka się nadal. Nie jest ich wielu ale bywają czasem oryginalni.

 

Są też bezdomni, którzy nie żebrzą. W moim osiedlu kiedyś wpadli na pomysł zamieszkania w namiociku na terenie małego parczku.

Chyba zrezygnowali, gdy zorientowali się, że zrobiłem to zdjęcie. Ostatnio już się tam nie rozbijają.

Barwną postacią był mężczyzna, którego nazwałem Filologiem, bo można było go spotkać przed wejściem do Instytutu Filologii Polskiej UWr. W pewnym okresie kręciło się tam sporo wielbicieli trunków a może i lektury.


W okolicy ul. Krupniczej kręcił się Św. Mikołaj, przez cały rok w czerwonym stroju.

Nie wszyscy oryginałowie żyli na tzw. koszt społeczeństwa. Można było spotkać osoby ciężko pracujące. I tak na rogu ulic Kołłątaja i Rejtana przez lata sprzedawała kwiaty pewna starsza pani. Prawdę powiedziawszy smutno mi trochę, że już jej nie ma.

Czas a później i pandemia wymiotły wspomniane osoby z ulic miasta. Z pewnością są i będą następne. Takie już bywa życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz