piątek, kwietnia 09, 2010

Lenistwo.

Dwa miesiące lenistwa: nic nie napisałem. Okropność. Tyko o czym tu pisać. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem podobne do siebie. Żadnych rewelacji. Teraz od kilku dni jestem sam, bo Kasia pojechała z Dominikiem do Kołobrzegu podobnie, jak w ubiegłym roku. A ja siedzę w domu i usiłuję pozbyć się wstrętnie uporczywego kaszlu, który męczy mnie od czterech tygodni. A już cieszyłem się, że zima mi przeszła zdrowo, bez przeziębień, które mnie dręczyły w ubiegłym roku. No, zdrowo to by było, gdyby nie ta odnowiona kontuzja nogi. A tu na koniec przyplątał mi się ten kaszel. Na razie biorę już drugi antybiotyk i poprawa nie jest szczególnie imponująca. Za to punktów w Maxmedicum mi przybywa.
Sam tak całkiem nie jestem, bo przecież towarzyszy mi pies a właściwie cień psa. Musieliśmy przestroić go na odmianę podwórkową, bo strasznie brudzi. I okazało się, że jego samopoczucie przy niższych temperaturach jest lepsze niż wtedy, gdy go dogrzewać. W ciepłym mieszkaniu stawał się bardzo ospały, sprawiał wrażenie bardzo otępiałego. Tymczasem wypuszczony do ogrodu odzyskiwał wigor, jakby u kilka lat ubywało. Niezbyt dobrze to mu wróży w związku z nadchodzącą ciepłą porą roku. Przecież już w maju bywają u nas upały. Na razie jest tak, że Leon prawie cały czas jest w ogrodzie, na podwórku. Śpi w budzie a do domu przychodzi tylko pojeść. Nie bardzo można dawać mu jedzenie na zewnątrz, bo wyjadają mu sroki, których sporo gnieździ się niedaleko. A to psisko nie potrafi ich pogonić. W ogóle nigdy nie bronił on swojej miski, nawet Sparky, gdy był młody i zdarzało mu się bywać u nas, potrafił wyjeść wszystko z miski Leona przy jego biernej postawie. Po prostu stary pies nigdy nie musiał z nikim konkurować o żywność. No i jest taki, że zawsze można mu było jedzenie z pyska wyciągnąć. To już się nie zmieni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz