wtorek, maja 19, 2009

Na piechotkę.

Wreszcie pozbyłem się samochodu. I tak go właściwie nie używałem. Raz w roku opłukiwałem go z kurzu i jechałem na przegląd rejestracyjny. A później odstawiałem na kolejny rok (albo i dłużej) do garażu, gdzie tylko zajmował miejsce i od nowa się kurzył.
Kiedy doszła do mnie wiadomość o planowanym przez "rząd cudaków" kolejnym podatku, nazwanym ekologicznym, decyzja zapadła. Tyle, że samochód nadal jest. Po prostu przekazałem go ojcu, a on pozbył się swojego autka. Przy obecnych cenach chyba zyska na kosztach eksploatacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz