A tyle wydarzyło się w międzyczasie. No więc Dominik już regularnie chodzi do przedszkola. Rano odwozi go Przemek, po południu ja odbieram i prowadzę do nas do domu, skąd później odbierany jest przez któreś z rodziców, Przemka najczęściej. Pierwsza fala choróbek zbiorowości dziecięcej już chyba za nami, dalej powinno być tylko lepiej.
Korzystając ze zwiększonej dawki wolnego czasu pojechałem do Jarosławia na całe pięć dni. Nie dłużej, bo zaczynał się sezon siatkarski i chciałem być na pierwszym meczu w Trzebnicy. Oczywiście mieszkałem u Andrzeja. Jakoś chyba ostatnio zrobiłem się mniej tolerancyjny. Trochę nie podobało mi się, że tak wiele czasu poświęca na gotowanie i spożywanie. Przecież można czas tracić ciekawiej według mnie. Co prawda pogada trafiła mi się podczas wyjazdu dość trudna. W związku z tym nic nie wyszło z wymarzonego wypadu w okolice Horyńca ani z planu rezerwowego: odwiedzin Przeworska. Było zimno i mokro, szkoda trochę naszego starczego zdrowia.
W tym samym dniu, co ja, do Jarosławia wróciła Klaudyna. Andrzej miał niespodziankę. Trochę na nią poczekał, dwie godziny kwitł na stacji czekając na mnie. Tak to jest, gdy ktoś ma mentalność sprzed stuleci i zapiera się, by nie mieć komórki. W Jarosławiu wpadłem na Rynek, uzupełnić zdjęcie tablicy z ratusza. Byłem też na cmentarzu po dane przodków. Resztę czasu przesiedzieliśmy właściwe w domu. Dwukrotnie odwiedziłem Klaudynę i Elę. I znowu było miło. A teraz czekam, aż Klaudyna zeskanuje i prześle mi zdjęcia ze ślubu Oli zrobione przez Andrzeja. Trochę długo to robi. Może jednak się doczekam.
Kasia chciała, bym jechał z nią do Poznania. Nic z tego jej wyjazdu nie wyszło więc i ja nie pojechałem. Ostatnio łazi mi po głowie ewentualny wyskok do Kędzierzyna. Tyle razy przejeżdżałem pociągiem przez stację Kędzierzyn - Koźle, a do miasta jakoś nigdy nie zaszedłem.
Wyszło na to, że mój stary blog przepadł nieodwołalnie. Trudno, przecież się nie popłaczę. Na miejsce linka do niego zamieściłem link do "Jakiegoś blogu" o treściach politycznych. To już chyba ostatni z mojej strony krok prywatyzacyjny.
A, wpadłem na pomysł napisania wspominków związanych z naszą rodziną. W zamierzeniu będą one przeznaczone dla Dominika. Trochę nawet już wklepałem. Mam nadzieję, że powoli, spokojnie będę kontynuował tę robótkę a nie zaniecham jej, jak to już z wieloma planami mi się udawało zrobić. Poza tym myślę o powrocie do przerwanych "domków Oporowa".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz