piątek, października 06, 2006

Babranie się.

No to byłem w Jarosławiu. Chyba jeszcze nigdy nie trwało to tak krótko. Cóż, obowiązki :D Podróż tradycyjnie - z przesiadkami. A na miejscu norma: Andrzej przejmuje się wszystkim, Jacek - niczym. Karolina zaczyna kolejny etap studiowania w Rzeszowie. Klaudyna kontynuuje w Przemyślu. Byłem na wystawie pocztówek z kolekcji J. Czechowicza, kolegi Andrzeja. Bardzo interesujące, coś pod mój gust. Z Elką spotkałem się dwukrotnie. Było miło. Z latami człowiek chyba mądrzeje. Chyba.
Publiczna zabawa na całego. W tym ogólnym napieprzaniu przynajmniej nie zdążą zbyt wiele popsuć.
A po powrocie sensacyjne wiadomości: gdzieś tam (chyba w rzeszowskim IPN) znaleziono kwity na Dzieduszyckiego i staruszek oficjalnie się przyznał do tzw. współpracy. Gdyby to nie dotyczyło osoby zasłużonej i bardzo już wiekowej, może i byłoby tylko śmieszne, a tak jest straszne. Jeszcze trochę, a brak kwitów będzie oznaczać, że człowieka w ogóle nie było. Jeśli był i cokolwiek robił poza jakąkolwiek, marną pracą i zamykaniem się w czterech ścianach, jeśli chciał cokolwiek osiągnąć, być "kimś" albo po prostu pożytecznym, to już tam coś na niego się znajdzie. A tak przy okazji: jakoś nikomu nie kojarzyło się źle tytułowanie wspomnianego pana hrabią. A przecież tytuł hrabiowski w Galicji nadawany był przez władze austriackie, a więc zaborcze. Co prawda było to dawno i obecnie to tytułowanie może jedynie bawić (w kraju mającym się za demokratyczny, w którym tytuły arystokratyczne zniesiono, o ile się nie mylę, jeszcze dobrze przed II wojną). Palanteria. Fajnym komentarzem była dzisiejsza wypowiedź jednego z moich znajomych: "Moja żona mi powiedziała >>Ty to nawet na żadnej liście agentów nie jesteś<<". Muszę mu podpowiedzieć, że ma dwie możliwości. Pierwsza: dogadać się z dwoma, trzema kolegami i świadcząc sobie wzajemnie napisać list do wiadomego prezydenta, wiceministra - koordynatora (czy czym on tam obecnie jest), jego śladowego pisemka. W tymże liście opisać siebie jako agenta. Sprawa załatwiona.
Druga: zastosować logikę spod PiSuaru. Stwierdzić, że brak na liście nie oznacza, że się na niej nie powinno być. Po prostu nie znaleziono (na razie) jeszcze kwitów na niego. To więc tylko kwestia czasu i odpowiedniego zaangażowania w poszukiwania.
A propos: w Jarosławiu kolejny raz Elce zatkała się rura kanalizacyjna i teraz Paweł ma przyjemną robótkę. Ze względu na bylejakość rury musi rozkopywać co kawałek podwórko i szukać zatoru. Też babranie się w błocku.
Wracając wczoraj poczułem się niemal jak gwiazdor. Wypadło mi poczekać około godziny w Brzegu. Ponieważ był już wieczór, nie szwendałem się, tylko usiadłem sobie w hallu dworcowym, by spędzić czas w świetle, cieple i przy lekturze. Przechodziło obok dziewczę, które uczęszczało do szkoły, w której pracowałem (ale jej chyba jednak nie uczyłem). Było w towarzystwie kobiety, która mogła być jej matką czy starszą siostrą albo po prostu znajomą. I zapewne wskazała mnie jako kogoś, kogo zna. A wtedy ta kobieta zaczęła przyglądać mi się z miną, z jaką nastolatki czasami lustrują znanych im aktorów, zwłaszcza wtedy, gdy chętnie poprosiłyby o autograf ale nie mają dość śmiałości. Zabawne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz