niedziela, października 29, 2006

Wyjazd udał się nadzwyczajnie.

Pojechałem sobie wczoraj do Śwdnicy. Miała to być złośliwość. Zapowiedziałem, że pojadę zobaczyć, jak Polonia wygrywa swój pierwszy mecz (z Gwardią). To było podczas bardzo nieudanego choć szczęśliwie wygranego poprzedniego meczu Gwardii. Dotychczas Polonia nie ugrała ani jednego seta. Ale ta niby złośliwość to nie tak całkiem serio.
No i dobrze, że pojechałem. Zaraz na wstępie, zanim jeszcze opuściłem Wrocław, udało mi się kupić płytkę z filmami, które chciałem mieć i oczywiście zobaczyć. Szukałem jej ostatnio dość zawzięcie i nieskutecznie, a tu się trafiło.
Kiedy już dojechałem do Świdnicy i doszedłem do hali, okazało się, że mecz zacznie się o godzinę później, niż zapowiadano. Nie szkodzi, pogoda była odpowiednia, pospacerowałem, znalazłem ciekawostkę - wiadukt prowadzący donikąd. Potem był mecz, bardzo ciekawy. Szczególnie, że grały dwie moje ulubione drużyny: z czasów mojej pierwszej i mojej drugiej młodości. Wygrała ta druga, goście.
Podczas meczu spotkałem swojego nauczyciela matematyki z liceum. Bardzo mile go zawsze wspominam, więc krótko z konieczności, bo tylko podczas przerw ale porozmawialiśmy.
Powrót udał się nad podziw sprawnie więc i Leon za długo na mnie nie musiał czekać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz