Ze sporym opóźnieniem ale jednak lepiej późno, niż wcale. Płyną tzw. wakacje. Tzw., bo przecież ja wakacji od dawna już nie mam. Jak to u emeryta. Za to wnuki mają. No więc na początku lipca odwiedziny Oli z Konstancją i Eliaszem. Krótko byli, tydzień a i to z napiętym harmonogramem zakupowym. Udało się jednak na jeden dzień wyskoczyć do Świdnicy. Dzieci zobaczyły Kościół Pokoju i katedrę a ja kupiłem kolejny aparat - staruszka.
Szkoda, że nie spotkali się z kuzynem. Ten przyjechał dopiero w końcu lipca. Ale o tum przy innej okazji.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz