W tym roku sezon wyjazdowy rozpocząłem wczorajszym wypadem do Żarowa. Trochę późno, miałem jechać już dwa miesiące temu ale załamanie zdrowia i pogody mi to uniemożliwiło. Przy okazji odwiedziłem Nagą Pannę. Dobrze, że ktoś wreszcie ją docenił i stara się o poddanie jej renowacji i zabezpieczeniu.
Naga Panna stoi w
miejscu, z którym wiążą się moje miłe wspomnienia. Dawniej stał tu domek
w którym była księgarnia. Do tej pory pamiętam, jak myszkowałem między
półkami, bo pani, która w niej sprzedawała znała moją skłonność do
książek (i wczesne opanowanie sztuki
czytania). Obok był sklepik z "towarami kolonialnymi". Moi koledzy
kupowali w nim gumy do żucia. Ja ich nigdy nie lubiłem, za to chętnie
zajadałem się suszonymi figami i daktylami (jak kasy wystarczyło).
Niedaleko był kiosk z kolekturą totolotka - trafiło się kilka trójek.
Ech, wspomnienia...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz