Dzisiaj byliśmy na cmentarzu przy ul. Smętnej na Sępolnie. Przyczyną był pogrzeb doc. dra Bronisława Jaska, matematyka, pierwszego dziekana Wydziału Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej a więc wydziału, który ukończyłem i ja, i Kasia, i Ola. Przy czym Kasia i ja studiowaliśmy w okresie, gdy doc. Jasek był dziekanem.
Wspominam go jako znakomitego i serdecznego opiekuna młodzieży oraz świetnego wykładowcę. Znał nas wszystkich, z każdym potrafił porozumieć się, doradzić, pokierować odpowiednio do potrzeb. Jako dydaktyk był wzorem systematyczności, precyzji wypowiedzi, umiejętności wyjaśniania nawet trudnych zagadnień. Jego wykłady były niesamowite, przygotowane niezwykle solidnie. Nie zawierały ani jednego zbędnego słowa ale też ani jednego słowa w nich nie brakowało. Dla mnie wzór, niedościgły wzór. W każdej minucie pokazywał, jak należy uczyć. Podobnie, jak był wzorem wychowawcy - opiekuna. Może właśnie kontakt z doc. Jaskiem spowodował, że tak uparcie chciałem sam uczyć i byłem przez całą swoją zawodową "karierę" nauczycielem w szkołach rozmaitych szczebli. A mój kontakt z Panem Docentem, Panem Dziekanem był nieco większy niż moich kolegów. Byłem jego studentem ale też przez pewien czas starostą (przewodniczącym) roku i działałem w organizacji młodzieżowej. Te czasy, te kontakty z Panem Dziekanem wspominam bardzo mile stale darząc Jego Osobę szacunkiem i wielkim podziwem.
Dowiedziałem się dzisiaj, podczas pogrzebu, że doc. Jasek był nie tylko matematykiem. Był też amatorem regionalistą. Zajmował się historią okolicy, z której pochodził, terenów wokół Kozienic. Bardzo interesujący to fragment jego życiorysu.
Pan Dziekan przeszedł na emeryturę dość dawno, w 1990 roku. Przez minione 25 lat wyrosło całe pokolenie absolwentów WPPT, którzy Go nie poznali jako nauczyciela i opiekuna. Stąd na pogrzebie byli jedynie starzy absolwenci a i tych przyszło niewielu. Szkoda, że obecne władze Wydziału nie miały możliwości uświadomienia obecnych studentów, kto od nas odszedł.
Nie byłbym sobą, gdybym nawet przy takiej okazji nie zaspokoił choćby w małej części swoich obecnych zainteresowań. Wykorzystałem możliwość obejrzenia wnętrza kaplicy cmentarnej, czego wcześniej zrobić nie zdołałem. Myślę, że Pan Docent, regionalista przecież, nie miałby mi tego za złe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz