No i minęły kolejne święta. Tym razem częściowo spędzone z Dominikiem. Przemek przywiózł go do Wrocławia w czwartek. Młodziec poznał swoją nową siostrzyczkę a w piątek został przywieziony do mnie. Powiedział, że chce u mnie spać. Wybrał sobie miejsce na kanapie na dole.
Przed spaniem bawił się i wybrał książki, które chciał zabrać ze sobą.
W sobotę przed południem pojechaliśmy do Lądka, do Babci. A tam po obiedzie godzinna tura wozem konnym, spacer przez uzdrowisko a po kolacji ciasta i lody w kawiarni. Pełnia zadowolenia.
W niedzielę było gorzej. Chyba mu te lody zaszkodziły. Czuł się słabo, jeść nic nie chciał. Po południu wróciliśmy do Wrocławia i Dominik poszedł do Taty na spotkanie z drugimi Dziadkami. Nie widział się z nimi od sierpnia. Później samopoczucie mu się stopniowo poprawiało. Dzisiaj Przemek odwiózł go na Dużą.
Po rozstaniu z Wnukiem resztę świąt spędziłem sam w domu. Pogoda była nieco depresyjna: zimno, mokro, pochmurno. Poprawiałem sobie nastrój oglądaniem po raz kolejny "Zezowatego szczęścia". Genialne.
Dzisiaj już jest cieplej a przede wszystkim słonecznie. Nawet zachęciło mnie to do pozamiatania ulicy przed domem moim i Ojca. Po ostatnich wichurach było tam sporo igliwia. I, śmiechu warte, zaraz po moim zamiataniu przyjechała zamiatarka samochodowa i też posprzątała ulicę. Dwukrotnie. Mam posprzątane na wysoki połysk.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz