piątek, października 28, 2011

Przez październik.

No i zbliżamy się do końca października. Korzystając z dobrej pogody udało mi się odbyć wszystkie planowane wyjazdy. Byłem w Trzebnicy nawet dwa razy. Przy okazji trudno było nie zauważyć, że w mieście tym mieszkają bardzo imprezowi ludzie. Za każdym razem trafiałem na jakąś wielką imprezę. Byłem też w Obornikach Śląskich, Świdnicy i Oławie. Każdy kolejny wyjazd będzie wykonaniem ponadplanowym.
Magdzie zepsuł się piec co. Niby kłopot ale okazał się dość szczęśliwy. Gdyby nie ta awaria, kto wie, czy jeszcze żyłby mój ojciec. Teraz jest w szpitalu. W związku z tym nałożył na mnie pewien obowiązek, trochę dla mnie dziwny. Ale niech tam. Spełniając go dzisiaj trochę powspominałem. Otóż w latach, gdy zaczynałem swój kontakt z orientacją sportową, dość trudno było o sprzęt. Biegało się w czymkolwiek, często zupełnie nieracjonalnie. Kompasy od czasu do czasu można było kupić w Składnicy Harcerskiej, z importu z NRD. Inną możliwość stwarzały przyjazdy zawodników z ZSRR. Często przywozili ze sobą coś przydatnego. Lampy - czołówki były rarytasem. A wczoraj na stoisku w hipermarkecie widziałem kompasy sportowe i czołówki za marne grosze. Co za czasy!
Coś innego ale wartego śmiechu: objawił się Stefan Alojzy. Aż żałowałem, że "U Aloisa" już nie działa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz