czwartek, grudnia 16, 2010

Zima przyszła.

Zimno się zrobiło i śnieżnie. Na szczęście dla mojego lenistwa znaleźli się chętni do odśnieżania. Jak ich to bawi, nie będę przeszkadzać.
Tydzień temu zmarła prof. Elżbieta Poźniak, była nauczycielka w szkole, z której odszedłem na emeryturę. Też byłą emerytką, od dwóch lat. Nie zdążyła nacieszyć się wolnością. A mówią, że nauczyciele za krótko pracują.
Nie przespałem poprzedniej nocy, bo zachciało mi się oglądać "Strachy" w TV. Że też muszą nadawać dobre filmy o wariacko późnej porze. Przypomniałem sobie miłe widoczki: Kłodzko, Szczawno Zdrój, sudecką stacyjkę kolejową na linii, której już nie ma. Miałem jeszcze jeden powód. Otóż rolę Niusi grała Marlena Andrzejewska, z którą chodziłem do jednej klasy w liceum. Zastanawiam się czasem, co stało się z tą dziewczyną. Nie mogę się doszukać żadnych informacji o niej dotyczących czasów późniejszych, niż 1985 rok. A przecież aktorów łatwo jest namierzyć. Czyżby odeszła z zawodu? Aż trudno w to uwierzyć, choć lata osiemdziesiąte były dla jego przedstawicieli szczególnie nieciekawe.
Słucham sobie z wielką przyjemnością Buffy Sainte-Marie, na przykład tego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz