Następnego dnia wieczorem przyjechał Andrzej. Jak zwykle odebraliśmy go ze stacji. Trochę pogadaliśmy i w kolejny ranek ruszył do Mrowin. Miał tam gadkę o Annie Jenke. To ostatnio bardzo ważne dla niego zajęcie. Jeździ po rozmaitych miejscach, przeważnie szkołach i głosi. Jak lubi i nie stoi to w sprzeczności z publicznym charakterem szkoły, niech mu wyjdzie na zdrowie. Kolejne dni spędzał jak zwykle: śniadanko, kawka, krótki kurs do miasta, obiadek, mały spacerek po okolicy, kolacyjka i rozmówka ze mną wieczorem. Pogoda trafiła mu się nieszczególna, więc nawet nie nie było co proponować większego wypadu.
Z kolei w minioną niedzielę Kasia i ja pojechaliśmy do Mosiny na przyjęcie komunijne jej kuzynki. No, kosztować to to musiało, że też ludziom kasy nie szkoda na coś takiego. Ciekawe, czy mała rzeczywiście czuła się bardziej bohaterką dnia, czy bardziej ofiarą losu. Ponieważ wypogodziło się, zaproponowałem Andrzejowi wypad w poniedziałek do Trzebnicy. To tak niedaleko i dojazd jest bardzo dobry, że aż dziwne, że dotychczas sam na taki pomysł nie wpadł. I tu zawiodłem się bardzo, zaczął wykręcać się, jak tylko można. Widać, że nawet to, że jest ciężko wierzący, nie skłania go do przynajmniej zobaczenia miejsca do którego pielgrzymują liczni jego współwyznawcy. No cóż, nie, to nie. Ja żadnej straty nie poniosłem, bo w Trzebnicy bywałem wielokrotnie z okazji meczów Gaudii i zapewne we wrześniu znowu tam będę. A że jadąc na mecz staram się pooglądać miejscowe atrakcje, więc miasteczko i jego zabytki znam, myślę, całkiem nieźle.
Na dalszym leniuchowaniu upłynęły kolejne dni. Andrzej odjechał w środę. I tu ciekawostka: od czasu, jak dostał komórkę, chętnie esemesuje. Siłą rzeczy otrzymuje odpowiedzi. Problem polega na tym, że nie usuwa starych smsów z karty i od czasu do czasu jest ona całkowicie zapełniona. A nauczyć się opróżniania pamięci nie łaska. Musi prosić kogoś, by to za niego zrobił. Toż to kompromitacja jest! Niewyobrażalne lenistwo umysłowe. Tak samo nie docierają do niego komunikaty wyświetlane na ekraniku telefonu. Podobno nie ma instrukcji. Może i nie ma. To raz powinien poprosić o wprowadzenie do obsługi i po kłopocie. Miał tyle czasu, gdy był u nas, i ani razu mu to chyba do głowy nie przyszło.
Wczoraj Magda, Przemek i Dominik wyjechali na dwutygodniowe wczasy do Słonecznego Brzegu. Dzisiaj wieczorem dojechali. Masakra, 1800 km samochodem z Młodym w foteliku. Ja na jego miejscu przez najbliższe lata broniłbym się rękami i nogami przed każdą próbą usadzenia mnie w samochodzie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz