Start był nienajszczęśliwszy. Od razu pierwszego pogrzeb. W Mosinie, Andrzeja Ku. Pojechaliśmy we dwoje. Pogoda była niezbyt sprzyjająca ale daliśmy radę.
Kolejne dni pod dachem domowym, bo pogoda odstręcza od wyjść. A i lenistwo mnie opanowało. Źle to widzę. Na szczęście od jutra będzie inaczej. Jutro świętujemy przejście Tadzia na emeryturę, na poniedziałek jestem umówiony z Marią na kawę i pogaduszki, poza tym co drugi dzień jakiś wykład. Powinno być dobrze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz