wtorek, sierpnia 25, 2015

Szast, prast i po wszystkim.

To na górze, to cytat z klasyki. Trochę na wyrost. Chodzi mi o to, że wakacje mają się ku końcowi. Oczywiście można zaraz zauważyć, że ja przecież jestem na swoich ostatnich i najdłuższych wakacjach więc o co mi chodzi, nic się nie kończy. A jednak jest różnica. W lipcu i sierpniu mam zupełnie inny rozkład zajęć niż przez pozostałą, większą część roku.
A tym razem lipiec i sierpień przemknęły mi. Najpierw miałem wolne od żony, bo Kasia przez trzy tygodnie była w Brukseli. Nawet nie zauważyłem, kiedy to minęło. Później na trochę pojawił się u mnie Dominik. Fajnie było ale za krótko. Następnie biegali mi tu Konstancja i Eliasz. Trochę z rodzicami, trochę bez. Ruch był ale już minął. Końcówka sierpnia spokojna. We wrześniu będę przestawiał się w tryb jesienno - zimowo - wiosenny.
W minioną niedzielę znajoma zapytała mnie, na ilu wycieczkach z Kołem Przewodników Miejskich byłem, stu czy stu dwudziestu. Nie wiem, nigdy nie zastanawiałem się nad tym. Po prostu chodzę, bo lubię, bo uważam to za godne i zdrowe zajęcie. Jak pomyślę, to chyba wyjdzie mi więcej niż 120. Ale przecież to zupełnie nieistotne.
W trzeci weekend września pojadę do Świdnicy, na zjazd. Wymyśliłem sobie jechać pociągiem. Teraz jest dogodne dla mnie połączenie szynobusów z Grabiszyna. Jeśli pogoda dopisze, aura nie zechce wyrównywać dotychczasowego niedoboru opadów, to najlepsza wersja podróżowania. Po kolejnych pięciu latach zobaczę Koleżanki i Kolegów. Bardzo chętnie jeżdżę na te spotkania. Natomiast nie chciałem jechać i nie pojechałem na lipcowe spotkanie do Krobielowic. Tam skład osobowy był inny, większość stanowili ludzie, których nie widziałem od 1974 roku. Obawiałem się wrażenia, jakie na sobie wywrzemy po tylu latach niewidzenia się. Całkiem odmienna, trudniejsza dla mnie sytuacja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz