Po raz pierwszy od 35 lat zignorowałem tzw. obywatelski obowiązek. Nie poszedłem głosować. Nie widziałem powodu, by iść. Kogo miałem popierać? Jeden kandydat to jakiś pieniacz, drugi happener w sam raz do kabaretu, inny to nieudacznik usiłujący wykonać ucieczkę do przodu, kolejny jakoś nie wzbudzał mojego zaufania i nie wiadomo właściwie, kogo reprezentuje. A pozostali jeszcze mniej ciekawi. Dałem sobie spokój. Zdrowiej zrobić energiczny spacer, a po nim spędzić tochę czasu z rodziną.
Klaudyna napisała mi przedwczoraj, że Karolina znowu korzysta z poczty. Na początek wysłałem do niej kartkę z nieco dłuższym tekstem. Miło byłoby zacieśnić więzy rodzinne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz